Nowe Podkarpacie

Reklama

UBEZPIECZENIA DOMÓW I MIESZKAŃ TO NASZA SPECJALNOŚĆ

UBEZPIECZENIA DOMÓW I MIESZKAŃ TO NASZA SPECJALNOŚĆ

Sukces krośnieńskich studentów

Bolid skonstruowany w PWSZ najlepszy w Europie

Chciał zabić, czy przestraszyć?

BESKO/KROSNO. Proces mężczyzny oskarżonego o usiłowanie zabójstwa

Siekierą zniszczył samochód siostry

JASŁO. Groził swoim najbliższym

W darze potrzebującym

KROSNO. Dobroczynny Bieg Nadziei

Przeciwni sortowni odpadów

JASŁO/WOLICA. Protest mieszkańców

Piknik wolności

SANOK. Niekoronowanym hymnem „Solidarności” – „A mury runą” – znanym z wykonania Jacka Kac...

Operacja za 6 milionów złotych

SANOK. Brakuje specjalistycznego sprzętu w szpitalu

Bez punktów, bez goli

PIŁKA NOŻNA. IV LIGA PODKARPACKA Bez punktów, bez goli

Jeszcze wszystko możliwe...

PIŁKA NOŻNA. V LIGA KROŚNIEŃSKA Jeszcze wszystko możliwe...

Agnieszka Chorzępa w reprezentacji Polski

LEKKOATLETYKA. Mistrzowie województwa z KKB MOSiR Krosno Agnieszka Chorzępa w reprezentac...

Paweł Sowiński wygrywa ze starszymi

SZACHY. Mistrzostwa Podkarpacia juniorów w Krośnie Paweł Sowiński wygrywa ze starszymi ...

Pogrom Wilków w Bydgoszczy

ŻUŻEL. II LIGA Pogrom Wilków w Bydgoszczy

  • UBEZPIECZENIA DOMÓW I MIESZKAŃ TO NASZA SPECJALNOŚĆ

    środa, 12 czerwca 2019 04:24
  • Sukces krośnieńskich studentów

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Chciał zabić, czy przestraszyć?

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Siekierą zniszczył samochód siostry

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • W darze potrzebującym

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Przeciwni sortowni odpadów

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Piknik wolności

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Operacja za 6 milionów złotych

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Bez punktów, bez goli

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Jeszcze wszystko możliwe...

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Agnieszka Chorzępa w reprezentacji Polski

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Paweł Sowiński wygrywa ze starszymi

    środa, 12 czerwca 2019 04:00
  • Pogrom Wilków w Bydgoszczy

    środa, 12 czerwca 2019 04:00

Antoni Bąk

Polityka w czepku

Email
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Z ust pewnej, całkiem niczego, pielęgniarki występującej w telewizji usłyszałem, że demokracja polega na tym, iż rację ma większość. To ciekawa teoria, choć nie nowa, gdyż już kiedyś obowiązywała, ale się nie sprawdziła, niestety. Owa „większość" reprezentowana przez aktywistki związku zawodowego, nie walczy o podwyżki ani lepsze warunki pracy, co w naszej rzeczywistości samo w sobie jest niezwykłe. Walczy natomiast, z podziwu godną determinacją, żeby „mniejszość" nie była zatrudniana tak jak sama chce, czyli na umowach cywilno-prawnych. Interesujące jest, że „mniejszości" nikt się o zdanie nie pytał, a demokracja "większości" przypomina raczej dyktat.

Troska o to, by pielęgniarki, te nie z etatów, nie były nadmiernie eksploatowane, co źle się może odbić na pacjentach, brzmi nieco fałszywie. Ale już zupełnie chybione jest twierdzenie, jakoby Trybunał Konstytucyjny, kwestionujący zakaz zatrudniania pielęgniarek na umowy, w istocie nie dotyczył tego środowiska. Taka interpretacja rodzić może daleko idące konsekwencje. Sąd wyda wyrok, a ja stwierdzę, że mnie to nie dotyczy, ponieważ jego sentencja nie jest zgodna z moimi interesami.

Dopóki pielęgniarki upominały się „o swoje" towarzyszyło im społeczne poparcie. Teraz jednak ich związek kwestionuje zasady zawarte w konstytucji i, jak twierdzi, jest gotów do rozmów ze „stroną rządową". I w ten oto sposób polityka wyszła z salonów trafiając na sale szpitalne. Tylko patrzeć, a powstanie nowa partia „Pacjent Jest Najważniejszy". Jak widać, nowe siły dochodzą do głosu. Pod gustownymi czepkami kiełkują zupełnie nieznane i odkrywcze pomysły.

Polska atomowa

Email

Profesor Karol Pomianowski (1874-1948), światowy autorytet w dziedzinie budownictwa wodnego, tuż przed wybuchem II wojny światowej opracował koncepcję budowy 16 stopni wodnych i elektrowni na Sanie. Realizacji, już po śmierci profesora, doczekały się dwa projekty: Myczkowce i Solina, podjęto też prace wstępne w Niewistce koło Dynowa. Potem koncepcja umarła, gdyż nastąpiło ogólne zauroczenie polskim węglem i zdecydowano, że właśnie na nim powinna się opierać nasza energetyka. Minęło trochę lat i okazało się, że pokłady węgla są coraz trudniej dostępne, a jego wydobycie – coraz droższe. Ponadto zwykłe, prymitywne spalanie węgla jest mało efektywne i niezwykle szkodliwe dla środowiska. W latach 70-tych ubiegłego stulecia narodziła się myśl budowy w Polsce elektrowni jądrowej. Zlokalizowano ją w Żarnowcu i przez kilka lat pakowano w tamtejszą ziemię tysiące ton betonu. Po Czarnobylu entuzjazm znacznie osłabł, a zmiana ustroju definitywnie pogrzebała tę inwestycję. Wraca się do niej, z konieczności, niestety, bo zapaść energetyczna zbliża się nieuchronnie, a wiatraki i kolektory słoneczne to za mało. Gdyby nie trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii, nie byłoby w Polsce dyskusji nad słusznością budowy rodzimej elektrowni jądrowej. W tej jednak sytuacji wątpliwości się pojawiają. Wprawdzie nie grozi nam trzęsienie ziemi, ale znając polskie realia nie da się wykluczyć, że w trakcie eksploatacji reaktora ktoś o czymś zapomni, coś przeoczy, trochę „pomajsterkuje" albo będzie miał kaca i przyśnie. Wtedy może nie wystarczyć czasu nawet na zmówienie „Zdrowaśki".

Prawdopodobnie jednak koncepcja ujrzy światło dzienne. Niewiele ryzykujemy, jako że wokół naszych granic działa kilkadziesiąt elektrowni jądrowych i każda z nich stanowi dla naszego kraju realne zagrożenie w razie awarii. Jedna, dodatkowa w zasadzie niczego nie zmieni poza tym, że jest nasza. Rodzi się jednak refleksja. Gdyby powstały na Sanie planowane inwestycje, produkowałyby łącznie tyle samo prądu, co elektrownia jądrowa. O znaczeniu retencyjnym, ochronie przed powodziami już nie wspomnę. Są kraje, w których duża część energii elektrycznej pochodzi z elektrowni wodnych. Może im nie dorównamy, ale warto wykorzystać siły natury, zanim podejmiemy polskie próby ujarzmienia atomu.

Ofiara

Email

Gdyby dać wiarę pewnemu, regionalnemu dziennikowi to należałoby przyjąć, że najgorszym prezydentem miasta w Polsce jest Tadeusz Ferenc, rządzący od lat Rzeszowem. Wszystko co robi, zdaniem tego dziennika, jest złe. Nie zbudował kładki nad torami – fatalnie, zbudował – jeszcze gorzej, bo krzywa. Oświetla ulice – znaczy rozrzutny, nie oświetla – daje zielone światło przestępcom. Zatrudnia nowego urzędnika – rzecz podejrzana, bo to pewnie krewny, nie zatrudnia – działanie na szkodę petentów. Krótko mówiąc, czego się ten biedny człowiek nie dotknie, spada na niego lawina krytyki. Przed wyborami samorządowymi był obiektem ataków w każdym wydaniu gazety i to na kilku jednocześnie stronach. Jako uważny czytelnik zapoznawałem się wnikliwie z treścią zawartych w artykułach oskarżeń. Byłem pewny, że tylko patrzeć jak wsadzą Ferenca do więzienia. Jednak nie wsadzili, a nawet nie podjęto śledztwa, więc zrozumiałem, że nie mam do czynienia z krytyką ale nagonką.

Czy była ona efektem „linii programowej" pisma, uzależnień politycznych – tego się nie dowiedziałem i chyba mi na tej wiedzy zbytnio nie zależy. I bez niej czuję niesmak i zażenowanie. Przypuszczam, że nie ja jeden. Obywatel, który to wszystko przeczytał ma prawo sądzić, że albo żyjemy w kraju dzikim ( jak powiedział pewien poseł), albo cała ta pisanina to stek bzdur. Większość przyjęła tę drugą wersję, jeśli sądzić po nikłej reakcji czytelników na gazetowe rewelacje.

Zapewne prezydent Rzeszowa nie jest świętym Franciszkiem czy skarbnicą wszelkiej mądrości i popełnia błędy jak każdy z nas. Należy je pokazywać, ujawniać, bo taka rola mediów. Ale walić na oślep dla samej tylko przyjemności walenia, to przejaw swoistej schizofrenii. Dostrzegli to, widać, mieszkańcy Rzeszowa wybierając Tadeusz Ferenca na kolejną kadencję. I jakoś nie słychać, by tego żałowali.

Za czasów PRL funkcjonowały dwa pojęcia: krytyka (słuszna skądinąd) i krytykanctwo. Jak się zdaje, jesteśmy świadkami reaktywacji tego drugiego. Całe szczęście, że można je odróżnić, używając do tego celu rozumu.

W cieniu

Email

Smoleńska katastrofa, poza swoim tragicznym i bolesnym wymiarem pokazała nam, że nie jest prawdą utarte przeświadczenie, jakoby Polacy potrafili się jednoczyć w obliczu nieszczęścia czy zagrożenia. Owszem, jednoczą się ale w odrębnych, oderwanych od siebie grupach interesów politycznych. Cementowanie poszczególnych grup odbywa się poprzez informowanie ich członków, że grupa przeciwna coś ukrywa, ma coś na sumieniu i my to zdemaskujemy i wyjaśnimy. W normalnym świecie, państwie, społeczeństwie nikt nie uwierzy, że w samolocie, który runął na ziemię przeżyli ludzie, których potem dobito. Nie da też wiary sensacjom typu: sztuczna mgła, zestrzelenie rakietą, bomba, strzelanina na pokładzie, zamach itp. U nas jest inaczej. Sam przecież pamiętam, jak po katastrofie polskiego samolotu w Warszawie, kolportowano uparcie pogłoskę, że lecąca nim piosenkarka Anna Jantar nie zginęła, tylko ukrywa się przed mężem. Nawet najbardziej dokładne i wiarygodne wyjaśnienia okoliczności tragedii nic nie dadzą, ponieważ zawsze znajdą się tacy, którzy „wiedzą swoje" i w oficjalną wersję nigdy nie uwierzą.

Polityka wplatana w transport lotniczy to rzecz fatalna, a przecież to właśnie polityka odgrywa w tym dramacie główną rolę. Pamięci ofiar urąga to wszystko co się wokół niego dzieje. Równie bolesne, zwłaszcza dla bliskich tych którzy zginęli, jest nieustanne odgrzewanie i podsycanie emocji. Niedługo podzielone grupy obchodzić będą pierwszą rocznicę katastrofy. Każda po swojemu, w różnych miejscach. Mają być też oficjalne uroczystości państwowe. Potem przyjdą kolejne lata, kolejne obchody, aż w końcu zrobimy z tej tragedii święto narodowe.

Czy rzeczywiście polską „specjalnością" musi być świętowanie dramatycznych, tragicznych i bolesnych wydarzeń w rodzaju przegranych powstań, mordu katyńskiego czy smoleńskiej katastrofy? Czy konieczne i słuszne jest „dołowanie" Polaków i podniosły, uroczysty płacz? Wszak nasza historia to nie tylko klęski, niewola, Syberia, cierpienia i martyrologia. Są przecież także wydarzenia, z których powinniśmy być dumni, czerpać z nich satysfakcję, pokazywać je światu.

Wygląda jednak na to, że naród ulegnie presji polityków, spuści głowę i pogrąży się w rocznicowej rozpaczy. Skoro nie można inaczej, płaczmy, szlochajmy, zatraćmy się w cierpieniu, pogrążmy w smutku. Żeby się skoncentrować wyłącznie na przeżywaniu bólu, należy ustanowić dzień wolny od pracy. A kto się z tym nie zgadza, ten nie jest prawdziwym Polakiem. Sprzeciwów nie widzę, nie słyszę – przyjęto przez aklamację.

Więcej artykułów…

Strona 32 z 32

Martwi cię coś, lub denerwuje? Napisz do Nas!

Pseudonim
Email:
Temat
Wiadomość

Ogłoszenia ostatnio dodane

noimage
SKUPUJEMY MOTOCYKLE
( / Motoryzacja)
noimage
KUPIĘ AUTA za gotówkę
( / Motoryzacja)

All rights reserved: Nowe Podkarpacie Designed by: KAJUS